DULOS 4 (listopad-grudzień 2002), PV 3
(przyczynki-varia)

ks. Janusz Królikowski

Pokora wcielonego Boga - Medytacja

& 1
1. Bóg się rodzi

W prologu Ewangelii św. Jana czytamy zdumiewające orędzie: „Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo... A Słowo stało się Ciałem i zamieszkało wśród nas” (J 1, 1.14). Te ewangeliczne słowa w sposób niezwykle głęboki, a zarazem paradoksalny opisują prawdę i niepojętą tajemnicę miłości, pokory i uniżenia Boga wcielonego. Wiedziony intuicją religijną i poetycką wyobraźnią, inspirowany ewangelicznym tekstem, nasz osiemnastowieczny poeta Franciszek Karpiński wyraził ten zdumiewający paradoks Boga, uniżającego się we Wcieleniu słowami, które stanowią tekst tak bliskiej nam kolędy: Bóg się rodzi.

„Bóg się rodzi, moc truchleje”. Bóg, którego istotą jest istnienie, który jest bez początku i bez końca, który jest życiem wszelkiego życia, Bóg święty, mocny i wszechmogący – ten Bóg się rodzi, zaczyna istnieć jako człowiek bezradny i słaby na sianie w betlejemskiej grocie. To rzecz niepojęta i nieprawdopodobna – a jednak prawdziwa, gdyż tak rzeczywiście stało się za cesarza Augusta w Betlejem w ziemi Judzkiej.

„Pan niebiosów – obnażony”. Bóg istniejący poza czasem i światem, Bóg daleki, oddzielony od ludzi tajemnicą doskonałości swego bytu i swej natury, Bóg transcendentny, Pan nieba – staje się obnażony, ujawnia się i objawia w ludzkim ciele o ludzkiej twarzy Dzieciątka. Staje się jednym z nas, aby być Emmanuelem – Bogiem z nami! Czy to możliwe, pytamy w zdumieniu, by Bóg przekroczył nieprzekraczalną granicę między Bóstwem i stworzeniem? Niewiarygodne to, a jednak Bóg wszedł w nasz świat, w naszą ludzką kondycję, w naszą przemijalność i przygodność!

„Ogień krzepnie, blask ciemnieje – ma granice nieskończony”. Blask i światłość są przeciwieństwem ciemności. Niczym nie ograniczony Bóg, doskonale wolny, sam dobrowolnie uniża się stając się niewolnikiem tej ziemi człowieczej. Skruszył granice skończoności, sam własnowolnie skazał się na ludzkie narodzenie, na ludzkie życie i na ludzką śmierć, po to, by człowiekowi otworzyć drogę i wezwać go do nieskończoności. Co za niepojęty paradoks, przekraczający ludzką logikę rzeczy? A przecież to rzeczywistość, nie baśń!

„Wzgardzony, okryty chwałą – śmiertelny Król nad wiekami”. Nie było najpierw miejsca w gospodzie dla Syna ubogich Maryi i Józefa z Nazaretu, z którego, jak mówiło się, nic dobrego wyjść nie mogło. Potem nie miał miejsca, gdzie by głowę skłonił. A w końcu krzyż, owo najbardziej gorszące i po ludzku poniżające wydarzenie! Na to wszystko decyduje się Bóg Pan chwały, Stwórca, Król świata, Pan czasów, przed którym zgina się wszelkie kolano stworzeń niebieskich i ziemskich.

„A Słowo stało się Ciałem i mieszkało między nami”. Wieczne Słowo Boga, współistotne Ojcu w Bóstwie, przyjęło ludzką naturę i zjednoczyło ze sobą człowieka. W żłóbku, w stajence przezwyciężona została z inicjatywy Boga opozycja nieskończonego Boga i przygodnego człowieka, Boga i świata!

Ze zdumieniem, oniemieli z zachwytu, porażeni czymś co niepojęte, ogarnięci fascynacją, stajemy dziś w tę „świętą noc” przed nieprawdopodobnym paradoksem tajemnicy Bożego wcielenia, którego Bóg dokonał z miłości za cenę uniżenia się, za cenę innej znowu niepojętej tajemnicy „pokory Boga”.

& 2
2. Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek stał się synem Bożym

2.1. Paradoks uniżenia się Boga

Bóg uniża się najpierw w akcie stworzenia, kiedy z miłości do człowieka, chcąc podzielić się z nim swoim szczęściem powołuje najpierw cały świat a potem jego samego do istnienia. Kiedy człowiek przez swoją niewierność i pychę wobec Stwórcy zaprzepaścił daną mu przez Boga szansę osiągnięcia szczęścia we wspólnocie życia z Nim, Bóg znowu odpowiada zniżeniem się do niego. Daje obietnicę zesłania Zbawiciela, który ponownie pojedna człowieka z Bogiem i faktycznie urzeczywistnia tę obietnicę, posyłając na świat swego Jednorodzonego Syna. Myśl tę pięknie wyraża św. Leon Wielki w swoim kazaniu na Boże Narodzenie: „On to stał się Synem Człowieczym, abyśmy mogli stać się synami Bożymi. Gdyby się bowiem nie uniżył i nie zstąpił do nas, nikt z nas nie byłby w stanie o własnej mocy wznieść się do Niego”.

Przez narodzenie Boga-Człowieka Bóg zaofiarował człowiekowi możliwość i środki do tego, by stał się dzieckiem Bożym. Bez pomocy Boga, bez Jego uniżenia się we wcieleniu, to wzniesienie się człowieka do Boga nie byłoby możliwe. Ponieważ jednak człowiek jest wolny, musi sam zdecydować o tym, czy wykorzysta tę szansę i tę moc, daną mu przez Chrystusa, aby do Boga się wznieść i stać się do Niego podobnym.

2.2. Bóg wywyższa człowieka

Narodzenie Boga-Człowieka jest objawieniem wielkości człowieczeństwa, pełni człowieczeństwa. Jest ono równocześnie wezwaniem, abyśmy szukali dróg ku tej pełni. Odnajdując bowiem drogi do Boga, wznosząc się do Niego, odnajdujemy swoje pełne człowieczeństwo, realizujemy nasze człowiecze powołanie, odnajdujemy prawdę o sobie samych i swoją wielką godność. Dlatego też św. Leon Wielki mówi: „Poznaj swą godność chrześcijaninie: stałeś się uczestnikiem Bożej natury. Porzuć więc wyrodne obyczaje dawnego upodlenia i już do nich nie powracaj!”.

Bóg, który się rodzi nadaje Boski wymiar godności człowieka. Prawdziwa godność i rzeczywista wielkość człowieka wyrasta z jego łączności z Bogiem i opiera się ostatecznie na Boga. A więc nie posiadanie, nie mądrość ludzka ani inne wartości, które człowiek tworzy, są podstawą godności i wielkości człowieczeństwa.

& 3

2.3. Wielkość czy bezsens człowieka bez Boga

 

Dziewiętnastowieczny filozof – nihilista Friedrich Nietzsche stawia taką alternatywę: albo jest Bóg wielki i potężny, a wtedy człowiek jest niczym, albo też człowiek jest kimś wielkim a wtedy musi się zaprzeczyć istnieniu Boga. Inny zmarły niedawno filozof – egzystencjalista Jean Paul Sartre stwierdza: świat i człowiek miałby sens, gdyby istniał Bóg. Szkoda – powiada on – że nie ma Boga, gdyż w takim razie człowiek jest kimś bezsensownym i właściwie niczym, zagubionym wśród różnych konieczności tego świata. Jeden stwierdza więc, że człowiek wtedy dopiero jest wielki, kiedy nie ma Boga, drugi zaś, że człowiek jest bytem bez sensu, gdyż nie ma Boga.

Ci dwaj, wydawałoby się koryfeusze ludzkiej myśli, nie byli jednak pośród Trzech Mędrców, którzy zaufali światłości gwiazdy betlejemskiej i odnaleźli wiarę wielkość człowieka w Bogu-Człowieku złożonym na sianie. Nie przyszli oni do stajenki, nie pozwolili się olśnić przedwieczną światłością, która oświeca każdego człowieka, nie zdumieli się przed tajemnicą Boga-Człowieka, dlatego zabrakło im pokory i w swej pysze zaproponowali nam alternatywę wielkości lub bezsensu człowieka bez Boga. W tym kontekście cisną się na myśli słowa Ewangelisty: „Na świecie było Słowo... lecz świat Go nie poznał... a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w Imię Jego” (J 1, 10-12).

2.4. Wielkość człowieka oparciu o Boga

Nietzsche i Sartre nie zdumieli się paradoksem tajemnicy Boga wcielonego i dlatego doszli do dwóch różnych sprzecznych ocen człowieka bez odwołania się do Boga. Fakt Bożego Narodzenia, Dziecię Jezus w stajni betlejemskiej zaprzecza obydwu twierdzeniom. Bo najpierw Bóg się objawił w człowieku i Bóg nie zagraża wielkości i godności człowieka, lecz przeciwnie, wynosi go, przebóstwia go swoją łaską, sprawia, że nie tylko jest on bytem sensownym w tym świecie, ale – co więcej – kimś przerastającym tę ziemię i ten świat. A więc wręcz przeciwnie, wielkość i godność człowieka opiera się na Bogu, który swoją i ludzką naturę zjednoczył w Jezusie Chrystusie i nadał w ten sposób człowiekowi wymiar Boski i otworzył przed nim drogę do dziecięctwa Bożego. To też jest paradoks zdumiewający, ale przecież równocześnie to prawda i rzeczywistość, o której sam Bóg zaświadczył. On dał nam moc osiągnięcia synostwa Bożego, ale nas nie zniewala, oczekuje naszej odpowiedzi na wezwanie i na dar.

A więc wybieraj człowieku: albo swą godność i wielkość oparte na Bogu, który się dla Ciebie uniża i ku sobie wynosi, albo swoją pychę, niewiarę, grzech, które zadecydują o twojej małości i bezsensie.

& 4

2.5. Wobec Dzieciątka w stajence

W świetle takiej alternatywy i wobec takiej ogromnej szansy jakże śmieszni, żałośni i mali jesteśmy, jeżeli dziś stajemy przed żłóbkiem, w którym leży na sianku „pokorny i uniżony Bóg”, z naszą pychą z posiadania dóbr materialnych, może zbrudzonych krzywdą innych ludzi; z naszą pychą posiadania odrobiny więcej ludzkiej wiedzy wątpliwej zresztą próby; z naszą pychą nienawiści i niechęci do bliźniego; z naszą pychą posiadania orderu czy stanowiska zdobytego po zdeptaniu innych ludzi, chociaż lepszych i mądrzejszych, ale mniej bezwzględnych, którzy nie chcieli upodlić swojej ludzkiej godności; z naszą pychą bezwzględnego egoizmu rodzinnego czy indywidualnego; z nieczułością na cierpienie i na potrzeby drugiego człowieka.

Jakże śmieszni i żałośni jesteśmy w ten wieczór Bożego Narodzenia, kiedy stajemy u wrót betlejemskiej stajenki wobec wspaniałomyślnego Boga, który chce nas wynieść, uszczęśliwić, upodobnić do siebie i postawić obok siebie na całą wieczność, który nas „do końca umiłował”, to znaczy bezgranicznie, nieskończenie, tak jak Bóg tylko potrafi kochać, który w swojej pokorze pozostał z nami pod osłoną chleba i wina w Eucharystii, aby nas umacniać tym pokarmem nieśmiertelności. A nam się wydaje, że wielką łaskę Bogu wyświadczamy, gdy przyjdziemy może raz do roku na pasterkę czy jeszcze na rezurekcję do kościoła, gdy rzucimy potrzebującemu ochłap dla nas bez wartości, gdy tylko czasem kogoś nie skrzywdzimy zjadliwą obmową lub kąśliwym oszczerstwem, kiedy tylko z rzadka wstrzymamy się przed podstępem i perfidią. Tę litanię naszych postaw wobec Boga pokornego i wspaniałomyślnego, wobec naszych bliźnich, których mamy kochać, można przedłużyć o wszystkie możliwe grzechy człowieka, nasze grzechy.

2.6. Człowiek powinien zachwycić się Bogiem!

Oto Bóg się rodzi! Pan niebiosów, okryty chwałą, nieskończony, światłość przedwieczna, Król świata i czasów! Przychodzi w uniżeniu do człowieka, aby go obdarzyć darem niepojętej godności swego synostwa. Pytam się w dzisiejszy wieczór wigilijny siebie i ciebie: Czy potrafisz w pokorze, nie zrozumieć, ale wiarą otworzyć się na tajemnicę Dzieciny z Betlejem? Czy miłość Boga w żłóbku zdolna jest cię zachwycić? Czy paradoks Bożego uniżenia zdolny jest cię olśnić? Czy wspaniałomyślność Boga wcielonego może cię oczarować? Czy Bóg potężny, nieskończony a równocześnie tak nam bliski i pozostający niemal w zasięgu naszej ręki zdolny jest cię zafascynować? Jeżeli jesteśmy zdolni do takich odczuć i przeżyć a równocześnie ujawniamy to w naszym codziennym, nie tylko od święta, życiu chrześcijańskim, to znaczy że jesteśmy na drodze wznoszącej się ku wielkiej godności człowieka, zwanego dzieckiem Bożym. Jeżeli zaś nie, to znaczy że Bóg mimo swej pokory i wspaniałomyślności przegrał z naszą człowieczą pychą, a właściwie to myśmy przegrali Boga i niepowtarzalną szansę osiągnięcia Boskiego wymiaru swego człowieczeństwa.

Zapytaj teraz w sanktuarium Twojego serca, przed Boską Dzieciną w żłóbku, a sumienie ci odpowie: po której stronie stoisz, jaką drogą idziesz? Jedna tylko z nich, ta wskazana przez betlejemską gwiazdę prowadzi cię do wielkości.

& 5
3. Czekamy na Ciebie, Pana

Będziemy śpiewać słowa kolędy: „I my czekamy na Ciebie Pana, a skoro przyjdziesz na głos kapłana, padniemy na twarz przed Tobą, wierząc, żeś jest pod osłoną chleba i wina!”. Za chwilę zstąpi na ołtarz jeszcze w większej pokorze, pod postaci chleba i wina, ten sam, który w noc betlejemską wszedł w historię świata i człowieka, przyjdzie i uobecni się we wszystkich tajemnicach swego życia – także swego Narodzenia. Przyjmując Go w Eucharystii niech przepełni nasze serca świętością i uczyni nas swoimi braćmi.

W tę noc pojednani z Bogiem w sakramencie pokuty i z braćmi przy stole wigilijnym, złóżmy sobie życzenia tego, by tak jak kiedyś Chrystus – Dziecię wszedł w dzieje człowieka, tak niech teraz zstępuje i przepełnia każdą chwilę naszego życia, niech nas uzdalnia do wielkiej miłości, do pokornej wiary i do fascynacji swoją tajemnicą wcielenia. Niech nas prowadzi wzwyż ku sobie, przy Nim bowiem i w Nim nasze człowieczeństwo osiąga pełnię swojej godności. Niech także dobry, święty i błogosławiony czas, pełen pokoju ducha i darów Pana, pełen szlachetnej ludzkiej radości, miłości i dobra, podobnie jak gwiazda nad stajenką betlejemską, zatrzyma się nad nami, nad naszymi domami i rodzinami i nad wszystkimi bliskimi naszym sercom. Niech też nasze życie będzie dla innych objawieniem i orędziem wielkiego, pokornego i wspaniałomyślnego Boga – Boga wcielonego.