DULOS 4 (listopad-grudzień 2002), PS 2
(przyczynki-szkice)

ks. Janusz Królikowski

Chrystologia egzystencjalna Nocy Bożego Narodzenia

& 1

Jak co roku, w grudniu myśli bardzo wielu ludzi zwrócą się w kierunku Nocy Bożego Narodzenia. W wielu językach zabrzmią słowa znanej kolędy: Cicha noc, święta noc...”, która opiewa wydarzenie, jakie dwa tysiące lat temu miało miejsce w Betlejem. Boże Narodzenie to jednak z tych niewielu tajemnic zbawczych, które dokonały się w nocy i które także liturgia Kościoła wiąże z nocną celebracją, popularnie zwaną „Pasterką”. To nocne dokonanie się i nocna celebracja dotyczą narodzin i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa – i tylko tych dwóch tajemnic. Liturgia podpowiada nam, abyśmy w najbliższych dniach, gdy wspominamy narodzenie w ciele Słowa Bożego opiewali „najświętszą noc – nox sacratissima”.

Jeśli chodzi o Boże Narodzenie, to motywu tego nocnego usytuowania i przeżywania tego święta można by szukać w tym czystym i budzącym szacunek półmroku, jaki otacza narodziny każdego człowieka. Jednak Wielkanoc i Boże Narodzenie są liturgiami nocnymi z innego, głębszego i właściwszego powodu – powodu znacznie przekraczającego tę tajemnicę, jaka otacza przyjście na świat każdej istoty ludzkiej. Właśnie ta nocna celebracja swoim symbolizmem ujawnia ten powód. Otóż, obydwa święta są celebracją początku naszego zbawienia – ogłaszają nam nadejście tego dnia, którego oczekujemy w wierze. Są to „najświętsze noce” właśnie dlatego, że poprzedzają dzień zwycięstwa i chwały – „dzień, który nie zna zachodu” jak śpiewa liturgia bizantyńska, ponieważ jest początkiem nowego życia, nie znającego końca.

Gdy dokonujemy takiej interpretacji, to musimy oczywiście pamiętać, że mamy tutaj do czynienia z rzeczywistością symboliczną, która jako taka nie ma charakteru absolutnego ale tylko wprowadzający – inicjujący. Rzeczy ludzkie i kosmiczne, które zostają przyjęte w liturgii po to, by oznaczać i symbolizować łaskę i zbawienie, czy też odrzucenie i potępienie są zawsze naznaczone dwuznacznością. Są takie nie tylko ze względu na to, że tym prostym rzeczom ziemskim można właściwie przypisać jakikolwiek symbolizm, ale raczej dlatego, że będąc znakami zbawienia w ciągu samej historii zbawienia ulegają zmianie. Ulega bowiem zmianie historia świata, a te rzeczy są włączone w ciągły bieg tej historii – od Adama do Paruzji, czyli powtórnego przyjścia Chrystusa, gdy nastąpi spełnienie zbawienia w duchu i w materii. W relacji do historii zbawienia te symbole nie są czymś statycznym, ponieważ nie są niezmienne i nie zostają przyjęte raz na zawsze. Cały świat po przyjściu Chrystusa jest poddany procesowi ciągłej przemiany – rzeczywistość przemienia się w nową ziemię i nowe niebo. Także dzisiaj dokonuje się ta przemiana. Dlatego rzeczy tego świata są skrajnie dwuznaczne w swym symbolizmie, ponieważ równocześnie oznaczają to, co stare i to, co nowe.

& 2

Coś takiego dotyczy także nocy i jej symbolizmu, jak zauważamy już w samym Nowym Testamencie, który często odwołuje się do jej symbolizmu. Jest ona znakiem czasu, gdy nikt nie może działać (por. J 9, 24); nawiązuje do ciemności śmierci, które otaczają nas jako grzeszników (por. Łk 1, 17); jest obrazem naszej wątłej kondycji (por. J 12, 35-36); jest przestrogą, która zachęca do wiary (por. J 8, 46). Czy każda noc nie przywołuje jakoś na pamięć tej nocy, jaką jest noc zdrady Judasza (por. Łk 22, 53; J 13, 20; 1 Kor 11, 24); czy nie wyraża niespokojnego oczekiwania na dzień (por. Rz 13, 12); czy nie przypomina, że w nieznanej nam chwili Bóg może zażądać naszej duszy (Łk 12, 20)? Czy noc nie pyta nas o to, czy nie żyjemy w mroku wewnętrznym i zewnętrznym?

Czy ta sama noc nie jest równocześnie godziną przyjścia Pana (Łk 12, 38), który – jak oblubieniec na gody – przychodzi o północy (por. Mt 25, 6)? Czy noc nie jest czasem niebieskich wizji i boskich pouczeń (por. Dz 16, 9; 18, 9), czasem, gdy Syn wznosi swoją modlitwę do Ojca (Łk 6, 12)? Czy właśnie noc nie była świadkiem Jego przyjścia do Jego domu, do ciemnej stajni świata, pośród niebieskich pieśni (Łk 2, 8n)?

Co to oznacza? Czy nasza noc może stać się świętą nocą? Nie jaśnieje jeszcze dzień, który nie zna zachodu. Jest jeszcze czas, w którym wszystko jest zarażone złowrogim jadem śmierci, rozkładającej każdą rzecz i przygniatającej każdą rzecz lękliwym mrokiem. Można wprawdzie lirycznie celebrować noc jako „lekarstwo”, które łagodnie odnawia wszystkie rzeczy, jako tło, na którym istnieje każda rzecz i przygotowuje się do świetlanej przyszłości. Można pochwalać ją i uznawać za bardziej twórczą od dnia, gdyż ukazuje rzeczy w szczegółach, ale tym samym przecież oddziela je od siebie. Są tacy, którzy lubią noc, bo jest pełna tajemniczości, a w dniu nie widzą niczego oprócz rozczarowania.

Jednak cały ten liryzm sprowadza się do próżnego romantyzmu lub ostatecznie zmęczonej namiętności, która gaśnie w nocy, w rzeczywistości będącej tylko mroczną pustką, jeśli w naszej nocy nie narodził się Ten, który jest czymś więcej niż tylko zwykłym pionkiem w beznadziejnym biegu dnia i nocy, którym jest objęta każda rzecz, gdyż jedna jest taka sama jak druga, jedna przywołuje drugą, jedna rozpływa się w drugiej, a w ten sposób wszystkie wyznają swoją przemijalność – swoją przygodność, jak mówi filozofia.

Noc sama z siebie nie jest świętą nocą – nie jest Nocą Bożego Narodzenia. W rzeczywistości jest tylko nagą ciemnością i błądziłoby się, gdyby przypisało się jej przemijalności znaczenie pełni. Nasza noc – ta wewnętrzna i zewnętrzna – może jednak stać się Nocą Bożego Narodzenia, ponieważ Ten, który w niej się narodził się nie jest Synem czasu, ale jest Synem dnia i nocy zarazem. Każda noc może stać się Nocą Bożego Narodzenia, ponieważ w niej narodził się Syn Boży w ciele, napełniając wszystkie noce wszelkimi obietnicami i wszystkimi cudami. Bóg uświęcił przygodność naszej nagiej i mrocznej nocy, przekazując jej iskierkę swojego świetlistego dnia, który nie zachodzi. „Słowo stało się ciałem... i widzieliśmy Jego chwałę” – mówi święty Jan Ewangelista. Dzięki temu i tylko temu noc stała się obietnicą prawdziwego dnia; jest świtem przychodzącego dnia – czasu, w którym już jaśnieje światło. Jaśnieje jeszcze wprawdzie blado, ponieważ jest jeszcze skondensowane w sobie, ale powoli rozlewa coraz dalej swoje przenikliwe promienie.

& 3

Historia zbawienia, którą głosi wiara chrześcijańska, nie jest interpretacją natury, która pozostawałaby sobą niezależnie od takiej interpretacji, ale jest raczej procesem odnowy wewnętrznej i zewnętrznej, odkrywamy tylko przez wierzącego, ponieważ tylko on wie, że także natura jest wpisana w porządek odkupienia. Tylko dlatego, że Słowo Ojca przyszło na świat i stało się – za sprawą Ducha Świętego – wewnętrznym prawem i zasadą istnienia każdej rzeczy, rzeczy świata stały się symbolami eschatologicznymi, to znaczy ukazującymi nam to, co wieczne. I są nimi rzeczywiście. Dlatego wierzący – i w gruncie rzeczy tylko wierzący – ma prawo być „romantykiem” i widzieć w każdej nocy obietnicę i symbol świętej Nocy Bożego Narodzenia.

Owej Betlejemskiej Nocy zostały uświęcone i odkupione wszystkie noce, ponieważ zrodziło się w niej Światło, czyli Zbawca. Nie ma już teraz w świecie takiej ciemności, która nie mogłaby stać się iskierką wiecznego światła. Nie ma już oczu, które nawet zamknięte na światło ziemskie – nie mogłyby otworzyć się na najbardziej jaśniejące światło. Nie ma już zachodu, który nie mógłby być błogosławiony, ponieważ nosi zarodek poranka bez końca. Nie może być nawet najbardziej gwałtownego zmierzchu wieczornego, który nie mógłby mówić wierzącemu o przebijaniu się dnia, który nie zna wieczoru. Jako chrześcijanie jesteśmy przyzwyczajeni określać wydarzenia eschatologiczne, których oczekujemy w wierze, odwołując się do symbolizmu światła, blasku, dnia i innych podobnych rzeczywistości. I nie jesteśmy w tym przypadku w błędzie, ponieważ te rzeczywistości jako pierwsze świadczą, że Bóg jest czystą akceptacją i przyjęciem oraz że rzeczy przez Niego stworzone nie będą stale i beznadziejnie kręcić się między dwoma równoważnymi biegunami – między dniem i nocą, między światłem i ciemnością, między tak i nie.

Dlatego możemy głosić także pochwałę nocy, możemy głosić, że także ona należy do Boga (Ps 74, 16) i powiedzieć, że oczy naszej wiary już widzą w niej światło wieczne i nasze uszy słyszą już niebieską pieśń, która ją przenika. Jeśli tak czynimy, to nie ma w tym nic ezoterycznego. Postępujemy po prostu jak ludzie, którzy wiedzą, że Bóg wszedł w naszą noc, by nas z niej wyciągnąć i wprowadzić nas do wiecznego dnia. Noc Bożego Narodzenia jest celebrowana w liturgii jako początek dnia, który nie zna zachodu. Chrześcijanin może więc celebrować noc w sposób uroczysty, ponieważ jest dzieckiem dnia. Tylko ten, kto wie, że ciemności nocy już ustępują i wkrótce całkowicie znikną, może patrzeć na tę ciemność, nie będąc przez nią przygniecionym. Chrześcijanin nie zatrzymuje się, by upajać się subtelną słodyczą nocy, ale ufnym i pewnym krokiem idzie przez noc, stworzoną przez Boga i przez Niego przemienioną w Noc Bożego Narodzenia. Czuwamy więc uważnie w nocy, jak pasterze strzegący swoich stad, by spełniać nasz obowiązek, gdy wybija nasza godzina. W ten sposób także w nocy nie milczy orędzie światła. W niebie nie będzie już nocy przypomina nam Apokalipsa (por. Ap 21, 25), ponieważ tu na ziemi noc została uświęcona – stała się Nocą Bożego Narodzenia. Dlatego czcimy noc i śpiewamy: Cicha noc, święta noc...