DULOS 4 (listopad-grudzień 2002), PS 1
(przyczynki-szkice)

ks. Janusz Królikowski

Jezus Chrystus świętego Tomasza z Akwinu

& 1

 

„Nic nie jest wspanialsze od Syna Bożego, który stał się człowiekiem”
– św. Tomasz z Akwinu, Komentarz do Ewangelii św. Jana, c. 6 lect. 4.

 

Wśród wielu wizji chrystologicznych, jakie wypracowano w teologii chrześcijańskiej, nie można nie brać pod uwagę propozycji św. Tomasza z Akwinu. W wielu przypadkach propozycję teologiczną Doktora Anielskiego traktuje się jako przestarzałą i przekroczoną. Tymczasem, zestawiając ją z wieloma propozycjami współczesnymi, okazuje się ona w pełni aktualna i inspirująca. W niniejszym przyczynku, który ma być zachętą do zapoznania się z chrystologią Akwinaty, proponuję jej małą syntezę.

* * *

Spójrzmy na portret Jezusa odmalowany przez Tomasza z Akwinu w jego monumentalnym dziele, jakim pozostaje Summa theologiae (III q. 1-17). Już na pierwszy rzut oka jest oczywiste, że Jezus Akwinaty jest Jezusem Tomasza apostoła mówiącego: „Pan mój i Bóg mój”. Jego chrystologia jest niejako rozwinięciem i medytowaniem tego zawołania „niewiernego” Apostoła, płynącego z wiary i poddania się Zmartwychwstałemu.

Jezus jest Słowem wcielonym – jest to objawienie zawarte w Piśmie Świętym i jest to podstawowe nauczanie Kościoła. Sobory Efeski i Chalcedoński zdefiniowały tę wiarę, podały jej podstawowe wyjaśnienie, a dla Tomasza stała się ona przedmiotem kontemplacji teologicznej. „Słowo stało się ciałem” (J 1, 14) – to znaczy stało się człowiekiem. Jest Bogiem i człowiekiem. Słowo zjednoczyło ze sobą naturę ludzką, a w ten sposób stało się Chrystusem. Chrystologia, jeśli chce być znacząca dla człowieka wierzącego, musi zawsze wychodzić od tego zjednoczenia natury ludzkiej z osobą Słowa. Jest to najbardziej wewnętrzne zjednoczenie, jakie może się dokonać, ponieważ konstytuuje w jednym bycie osobę i naturę, która jest z nią zjednoczona. Słowo, ciało i dusza Chrystusa są jednym bytem – jedną osobą. Chodzi tu o rzeczywistość, o to, co jest, a nie tylko o kombinację słowną lub relację prawną.

& 2

Najlepszym i najwznioślejszym darem Boga dla natury rozumnej jest dar życia nadprzyrodzonego, czyli uczestniczenie w życiu Bożym, które nie należy się z konieczności żadnemu stworzeniu, nawet najdoskonalszemu z aniołów, ale które rzeczywiście zostało udzielone aniołom i ludziom, a które nie mogło nie być dane ludzkiej naturze Chrystusa, na mocy jej zjednoczenia ze Słowem. Łaska uświęcająca zatem – jak nazywamy uczestniczenie w życiu Bożym – rozlała się w duszy Chrystusa z intensywnością większą niż ta, jaka może zaistnieć w jakiejkolwiek innej naturze. Oznacza to, że Chrystus, otrzymując łaskę zjednoczenia w pierwszej chwili swego poczęcia w łonie Dziewicy Maryi, otrzymał także w najwyższym stopniu życie Boże, czyli łaskę uświęcającą, i że nie otrzymał jej tylko tak, jak otrzymują ją dzieci w czasie chrztu, czyli bez swego udziału, ale otrzymał ją na mocy swojego własnego, najdoskonalszego udziału, to znaczy w akcie widzenia „twarzą w twarz” istoty Bożej. Począwszy od poczęcia, Jego dusza była tak szczęśliwa, jak nigdy nie będzie szczęśliwe żadne czyste stworzenie.

Chrystus ukonstytuowany to Słowo i natura ludzka (ciało i dusza) w jednym bycie, czyli w jednej osobie. Dusza cieszy się oglądaniem Boga. Jak należy teraz rozumieć zdolności, przymioty i działania natury ludzkiej w tej osobie Bożej? Zostały w nie wlane wraz z łaską uświęcającą – i w ich najwyższej doskonałości – wszystkie cnoty odpowiadające konstytucji Chrystusa, to znaczy miłość oraz cnoty kardynalne i moralne. Tam, gdzie jest „oglądanie”, nie ma miejsca dla wiary, a tam gdzie nie ma grzechu, nie ma też pokuty. Są dary Ducha Świętego, jak sam Jezus poświadczył w synagodze w Nazarecie (por. Łk 4, 21). Jakie czyny wynikają ze spełnienia tych wzniosłych cnót i przyjęcia darów Ducha? Dokonuje się oświecenie za pośrednictwem zasady, której pewność sytuuje się na najwyższym stopniu. Dlatego trzeba przypisać Chrystusowi przymioty i działania, jakie wynikają z Jego konstytucji i które nie przeciwstawiają się Jego posłaniu jako Odkupiciela. Musimy wykluczyć braki, które nie odpowiadają Jego konstytucji i Jego posłaniu. Dopuszczamy w Nim braki i słabości, które nie są nieodpowiednie w stosunku do godności Jego osoby i które są konieczne bądź użyteczne dla wypełnienia Jego posłania.

& 3

Widzimy więc inteligencję Jezusa Chrystusa zachowaną od ignorancji, ponieważ istota Boża, którą kontempluje, oświeca ją; ponieważ jest Mu udzielone poznanie wlane, jakie posiadają aniołowie; ponieważ Jego działanie naturalne urzeczywistnia się w codziennym doświadczeniu. Ci, którzy twierdzą, że tylko z trudnością wie o tym, kim On jest, że nie zna trwania swojego Kościoła lub czegoś dotyczącego Jego posłania, nie rozważyli w sposób wystarczający tego, czego domaga się łaska zjednoczenia hipostatycznego.

Widzimy następnie Jego bezgrzeszną wolę, ponieważ nic tak nie sprzeciwiałoby się Jego posłaniu jako Zbawiciela, jak grzech. On sam prowokował swoich przeciwników do tego, by znaleźli u Niego jakiś grzech (por. j 8, 46). Ta najświętsza wola wyraża się za pośrednictwem doskonałości Jego miłości oraz potwierdza swoją wolność wypełniając posłanie posłuszeństwa, zadośćuczynienia i zasługi.

Chrystus posiada także władze zmysłowe i pasje, które stanowią ich część. Ale braki, jakie mają pasje w człowieku, w Nim są nieobecne. On nie miał żadnej skłonności do zła i pokusy diabła nie były w stanie ich wydobyć czy też ujawnić. Poruszenia, jakie odczuwał i jakich doświadczał, były doskonale poddane władzy rozumu i w żadnym wypadku wzbudzały w Nim niepokoju.

Bóg człowiek chciał jednak wziąć na siebie te słabości i te braki naszej natury, które były odpowiednie do Jego konstytucji i które służyły Jego misji. Rzeczywiście, był poddany zmęczeniu, jak na przykład wtedy, gdy usnął w łodzi Piotra (por. Mk 8, 24) lub gdy siedział na cembrowinie studni Jakubowej (por. J 4, 6). Był głodny, jak wtedy gdy podszedł do drzewa figowego (por. Mt 21, 18). To wszystko było konsekwencją przyjęcia natury ludzkiej, a zarazem było tym, co zbliżyło Jezusa do nas, pozwalając Mu dawać przykład i zasługiwać. Przede wszystkim mógł On bardzo cierpieć w ciele i w duszy oraz może umrzeć. Wynikało to nie z tej Jego konstytucji, która domagała się chwały przemienienia na Górze Tabor czy chwały zmartwychwstania, ale to wszystko było konieczne ze względu na Jego posłanie jako Zbawiciela. Przyszedł na ziemię, by naprawić, by wynagrodzić i by wykupić nas swoją śmiercią. Odpowiada to także Jego życzliwości i Jego miłości w stosunku do człowieka. Ta niewiarygodna pokora – jak mówi święty Augustyn – było możliwa mimo obecności zjednoczenia, ponieważ jej wpływ został opatrznościowo „zawieszony” po to, by umożliwić każdej władzy bycie zdeterminowanym tylko przez jej przedmiot. Równocześnie była w Nim radość boskiej wizji na szczycie duszy, smutek z powodu grzechów ludzi i strach wobec śmierci, cierpienie ciała rozdartego i umierającego na krzyżu.

& 4

Ten portret Jezusa Chrystusa odmalowany przez św. Tomasza czyni zadość wymaganiom Soborów Efeskiego i Chalcedońskiego. Dwie natury pozostają rozróżnione, bez pomieszania, przy czym znajdują się one w tej samej osobie. Rzeczywiście, to, co zostało powiedziane o ludzkiej naturze Chrystusa w pełni sytuuje ją w granicach człowieczeństwa. Otrzymuje ono najwyższą łaskę; co więcej – jest ona w jakiś sposób nieskończona, chociaż jest nieskończona i stworzona w jakimś szczególnym sensie. Natura ludzka pozostaje poza naturą boską, która nie ulega zmianom. Jednak zjednoczenie w jedynej osobie ma konkretne konsekwencje – by należeć do Słowa, natura ludzka otrzymała „wszystkie skarby mądrości i wiedzy” (Kol 2, 3). Mimo tego w sposób wolny godzi się na przyjęcie dla nas cierpień, upokorzeń i śmierci.

Doktryna Akwinaty, która zadowala zarówno swoją harmonią, jak i swoją wzniosłością, nie jest niczym innym jak tylko spekulatywnym wyrażeniem tego, co przekazują nam pisma natchnione. Święty Tomasz był znakomitym egzegetą. Nauczał Pisma Świętego, komentował Nowy Testament, zbierał najlepsze teksty rozproszone w komentarzach Ojców Kościoła. Nie można nie wyrażać pragnienia, by obraz Jezusa Chrystusa odmalowany przez Tomasza z Akwinu był coraz bardziej zgłębiany i naśladowany przez egzegetów i teologów.