DULOS 6 (marzec-kwiecień 2003), PM 1
(przyczynki-monografie)

s. Irma Bertocco

„Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić” (Mk 1, 40)
Uzdrowienie w perspektywie chrystologicznej

& 1  

„Obsesyjne poszukiwanie terapeutycznego efektu religii” – tak w czasie drugiego Synodu Biskupów poświęconego Europie kard. Gotfried Dannels z Brukseli określił jedno z dwuznacznych zjawisk, jakie charakteryzują dzisiejszą sytuację religijną. Rzeczywiście, jeśli uważnie przyjrzymy się współczesnym ruchom religijno-charyzmatycznym, to z łatwością stwierdzimy, że ta diagnoza jest słuszna, a tym samym niepokojąca. Potwierdza to wyraźnie literatura, która ma stanowić oparcie teologiczne dla tych ruchów oraz podejmowanych przez nich działań. Problem wielorakich „uzdrowień” stanowi jakby punkt, w którym przecina się zdecydowana większość proponowanych tematów. Lektura tej literatury niejednokrotnie budzi wrażenie, że problem wiary chrześcijańskiej to problem „uzdrowienia”. W tym kontekście wydaje się uzasadnione podjęcie refleksji teologiczno-chrystologicznej nad tym zagadnieniem, zmierzającej do właściwego usytuowania problemu oraz wyznaczenia mu odpowiednich perspektyw w ramach wiary chrześcijańskiej.

1. Choroba i uzdrowienie w Starym Testamencie
1.1. Choroba

Koncepcja choroby i uzdrowienia w Starym Testamencie jest uwarunkowana mentalnością tamtych czasów, co również sprawia, że jest trudna do zrozumienia. Istniało ogólne przekonanie, że każda choroba jest ściśle związana z jakąś winą człowieka chorego lub jest powodowana przez złe moce. Religie politeistyczne uznawały istnienie demonów oraz bóstw odpowiedzialnych za nieszczęścia, co przyczyniało się do odwoływania się do aktów magicznych bądź do składanie ofiar tym bóstwom. Poglądy te były nie do przyjęcia dla narodu wybranego, który wierzył w jedynego Boga. Szukano więc innych przyczyn wyjaśniających cierpienia i choroby. W świecie biblijnym choroba i cierpienie z nią związane są w sobie czymś złym, gdyż wynikają albo z grzechu człowieka bądź grzechów minionych pokoleń albo z natury ludzkiej skażonej przez grzech Adama, który stanowi uzasadnienie nie tylko dla choroby człowieka, lecz także dla jego cierpień, trudności, trudów, upadków itd.1

Jeśli choroba jest ściśle związana z grzechem, to tym samym ma także odniesienie do Boga. W Biblii nie tylko cały człowiek zależy od Boga, lecz także wszystkie moce, a więc także choroba i uzdrowienie są od Niego uzależnione. Wielokrotnie jest powiedziane, że sam Bóg rani i On sam leczy (por. Pwt 32, 39; Iz 30, 26; 57, 18.19; Jr 33, 6 itd.). W Księdze Wyjścia plagi, które spadają na Egipt są karą za zatwardziałość serca faraona, a Pan Bóg obiecuje ludowi: „Jeśli wiernie będziesz słuchał głosu Pana (...) to nie ukarzę cię żadną z tych plag, jakie zesłałem na Egipt, bo Ja Pan chcę być twoim lekarzem” (Wj 15, 26). Choroba jest równocześnie konsekwencją, a zarazem karą Bożą za grzech. Ta koncepcja zawiera się w Księdze Powtórzonego Prawa. Z zawarciem przymierza są związane bardzo określone konsekwencje dla człowieka. Otwiera się przed nim droga błogosławieństwa i droga przekleństwa, które nie są owocem przypadku, ale konsekwencją wyborów człowieka. Jeśli człowiek wybiera wierność Bogu Izraela, to w nagrodę otrzymuje błogosławieństwo; w przeciwnym wypadku spadają na niego różne przekleństwa, których ważną częścią są choroby (por. Pwt 28, 21.27.35.58-61).

& 2

Choroba jest więc skutkiem grzechu, ale jednocześnie narzędziem Bożym skłaniającym do nawrócenia; choroba nie tylko jest karą, lecz także czynnikiem, który może prowadzić do ponownego zwrócenia się do Boga. Pan dotyka chorobą, aby karać i aby nawracać. Uzdrowienie zależy od nawrócenia człowieka, chociaż jest dokonywane przez Boga. Ta wizja zostaje jednak już w Starym Testamencie poddana próbie i weryfikacji, w Księdze Hioba, w której został podjęty problem choroby i cierpienia, które nie wynikają wprost z grzechu, gdyż cierpienie spada na sprawiedliwego. Wprawdzie nie dochodzi się w niej do udzielenia wyczerpującej odpowiedzi, ale jest tylko otwarcie się i powierzenie się wobec większej tajemnicy – wobec odpowiedzi, która znajduje się tylko w Najwyższym i w spotkaniu z Nim. Inna próba odpowiedzi na tę kwestię znajduje się u tak zwanego Deutero-Izajasza, w czwartej pieśni o Słudze Jahwe. Sługa nie zostaje poddany cierpieniu ze względu na swój grzech, ale przyjmuje je dobrowolnie w formie zastępczej. On cierpi, a lud, na którego powinno spaść to cierpienie, zostaje wyzwolony.2

1.2. Choroba i grzech

Biblia – jak zostało powiedziane – zawiera próbę odpowiedzi, polegającą na wpisaniu choroby w perspektywę odpłaty, której punktem odniesienia jest sam Bóg. Stary Testament stara się dać dwie możliwe odpowiedzi. Pierwsza ujmuje cierpienie i chorobę w związku z grzechem – albo jako konsekwencję grzechu osobistego, albo grzechów ojców, a w sensie ogólnym obrazują one stan natury ludzkiej zranionej przez grzech Adama. Jasny wyraz tej optyki znajdujemy w Księdze Powtórzonego Prawa, gdzie dodaje się, że jak choroba jest owocem nieposłuszeństwa przykazaniu, a więc grzechu, tak zdrowie – pokój (shalom) jest nagrodą za życie według Prawa (Tora). Do tej pierwszej wizji należy dołączyć problem podniesiony przede wszystkim w Księdze Hioba i w niektórych psalmach – na przykład w psalmie 73 – gdzie jest mowa o cierpieniu niewinnego i sprawiedliwego. Chodzi o szukanie odpowiedzi, która nie jest tak uproszczona jak ta zawarta w pierwszej wizji. Będzie o tym mowa w dalszej części rozważań.

Odnośnie do pierwszej próby odpowiedzi trzeba stwierdzić, że cierpienie i choroby w perspektywie odpłaty są równocześnie karą za grzech, ale zarazem także narzędziem kary. Człowiek grzesząc, grzeszy przeciw Bogu, przeciw ustalonemu przez Niego porządkowi, przeciw danemu przez Niego Prawu, które powinno być przestrzegane. Od chwili, gdy człowiek przyjął przymierze z jego konsekwencjami, które przedstawia Księga Powtórzonego Prawa – wybór między błogosławieństwem i przekleństwem – to gdy grzeszy ściąga na siebie gniew Boży, którego nie należy rozumieć w sensie psychologicznym, czyli jako zdenerwowania, prowadzącego do zemsty, ale w sensie teologicznym, czyli jako manifestację świętości Boga, który nie „znosi” żadnego kompromisu z grzechem. Boski wymiar charakteryzuje się powagą nieukładania się z grzechem. Grzesznik sytuuje się poza tym wymiarem i oddala się do relacji z Bogiem, ale także pozostaje poza relacją między człowiekiem i człowiekiem oraz między człowiekiem i naturą, jak często świadczą przepisy dotyczące czystości w Księdze Kapłańskiej. Osoba chora na trąd, z chorobą skóry, jest uważana za nieczystą; musi być wydalona z obozu, a także ma wskazywać na swoją ewentualną obecność, krzycząc: „Nieczysty! Nieczysty!” (por. Kpł 13, 45). Ewentualne uzdrowienie musi być poświadczone przez kapłana, który dopuszcza osobę do wspólnoty oraz do uczestniczenia w kulcie.

& 3

Przejawy choroby są więc znakiem zewnętrznym popełnionego grzechu. Dlatego pierwszym krokiem do zrobienia nie jest szukanie uzdrowienia, ale raczej nawrócenia, którego następstwem będzie także uleczenie. Uzdrowienie staje się nagrodą za nawrócenie, które przyczyniło się do odpuszczenia grzechu, kończącego stan choroby: „On odpuszcza wszystkie twoje winy, leczy wszystkie twe niemoce (Ps 103, 3).

Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że w Starym Testamencie choroba jest rozumiana w sensie konkretnym. Nieliczne są teksty, w których rozumie się ją w sensie przenośnym bądź uduchowionym, jak w przypadku Pieśni nad Pieśniami, gdzie protagonistka stwierdza: „Jestem chora z miłości”. Znajdujemy się tutaj wobec konkretności biblijnej. Wśród różnych pojęć, jakie są używane na określenie choroby, znajdujemy: halah, od którego pochodzi holi, wskazujące na bóle porodu. Na ogół wskazuje się na wyczerpanie fizyczne i moralne, stan wygaśnięcia energii życiowej, który charakteryzuje chorobę.

Należy tutaj przypomnieć także inne formy choroby, przede wszystkim skóry, wrzody, dżumę, trąd (por. Pwt 28, 21.27; Hi 2, 7). W tych tekstach widać przede wszystkim relacje między medycyną i religią – chory nie może uczestniczyć w kulcie, ponieważ choroba czyni go nieczystym. W tym sensie z chorobę był uważany cykl miesięczny i poród, który domagał się pewnego okresu oczyszczenia. Istnieją potem niedoskonałości, które stanowią przeszkodę dla funkcji kapłańskiej (por. Kpł 21, 18.20). W świetle tych tekstów rozumie się racje obecności właśnie tych kategorii osób w zapowiedziach dotyczących Mesjasza. Miał On przynieść zdrowie chromym, ślepym, czyli przywrócić integralność, jaką naruszyła choroba (por. Iz 33, 24).

1.3. Bóg jedynym lekarzem

Bóg – z jednej strony – ukazuje się w Starym Testamencie jako ten, od którego pochodzi nie tylko dobro, lecz także cierpienie, ponieważ cały człowiek należy do Niego. On jest tym, który daje śmierć i życie: „Ja zabijam i ja ożywiam” (Pwt 32, 39); „Pan sam uleczy tego, kogo zranił” (Iz 57, 18) Nie zostaje przez to pomniejszone działanie lekarza – rofe, który leczy rany (por. Iz 1, 6; Jr 8, 22). Natomiast kapłan miał tylko za zadanie poświadczyć nastąpienie lub nie uzdrowienia oraz dopuścić lub nie osobę do kultu. Choroba bowiem – przede wszystkim zakaźne choroby skóry – czyniła niezdatnym do wypełniania kultu. Trzeba podkreślić, że obecność prawdziwej klasy lekarzy nie jest poświadczana w Izraelu, w odróżnieniu od Egiptu i Babilonii, gdzie prawdopodobnie istniały prawdziwe szkoły lekarskie, w których praktykowano także chirurgię i sekcję zwłok mającą cele badawcze. Nic podobnego nie występowało w Izraelu, prawdopodobnie z racji religijnych, w świetle których dotykanie trupa powodowało nieczystość. Tylko późny tekst z Księgi Syracydesa pochwala dzieło lekarza, który uśmierza ból i farmaceuty, który przygotowuje lekarstwa (por. Syr 38, 1-15), troszcząc się od początku o sprecyzowanie, że lekarz jest stworzeniem Pana i od Pana pochodzi wszelkie uzdrowienie. Dziełu lekarza zawsze powinna towarzyszyć modlitwa i dziękczynienie w przypadku uzdrowienia, ponieważ, podobnie jak choroba, pochodzi ono  od Pana.

Jest to tekst, który stawia we właściwym świetle drugi tekst z Księgi Kronik, w którym zdaje się zachodzić dychotomia między lekarzem i Bogiem, według którego ten, kto udaje się do lekarza grzeszy brakiem ufności. Problem dotyczy zastąpienia Boga przez lekarza, gdy następuje zwrócenie się do niego bez Boga. Syrach pokazuje, że postawa tego, kto zwraca się do lekarza, pozostając w ramach relacji z Bogiem, może być oceniana jako postawa poprawna.3 Jest w każdym razie prawdą, że chodzi o jedyny tekst Starego Testamentu, w którym pochwala się działanie lekarza. Rzeczywistość biblijna pozostaje związana z ideą więzi Boga oraz choroby i uzdrowienia. Dlatego poszukiwanie pomocy w chorobie u kogoś innego niż u Boga jest zabronione, niezależnie czy chodzi o lekarzy czy o bóstwa z innych religii (por. Krl 1, 2-4) oraz ich wróżbitów (por. Pwt 18, 10-12).

& 4

Symbolika choroby jako zapłaty za grzech jest używana nie tylko na poziomie indywidualnym, ale także narodowym. Chorobą narodu Izraela, Królestwa Judy, jak wcześniej Królestwa Izraela, jest niewierność. Chorobą, w jaką wpada się z powodu tego grzechu jest utrata niezależności lub ucisk ze strony innych krajów. Uzdrowienie Izraela jest widziane w powrocie do Boga, który przebaczy jego grzech: „Jeśli upokorzy się mój lud, nad którym zostało wezwane moje imię (...) a odwrócą się od swoich złych dróg, Ja z nieba wysłucham i przebaczę im grzechy” (2 Krn 7, 14). W taki sam sposób ujmuje zagadnienie cała Księga Jeremiasza, w której wznosi się wzdychanie proroka z powodu grzechu narodu, który nie chce wyzdrowieć (por. Jr 15, 18; 19, 11; 30, 17 itd.).

U proroków jest obecny także inny wymiar zbawienia i uzdrowienia, a mianowicie wskazujący, że będzie darem charakteryzującym erę mesjańską. Staje się obietnicą, która zrealizuje się już nie w teraźniejszości, ale zweryfikuje się w przyszłości, a więc powinno być oczekiwane i powinno się o nie prosić. Nowe uzdrowienie będzie darem, którego źródłem jest Boża interwencja w historii Jego ludu. Na początku Bóg dał przykazania jako lekarstwo, ale historia pokazała, że ludzie nie umieli używać tego daru, powodując jeszcze większe rany. Wobec niepowodzenia i nieskuteczności pierwszego lekarstwa, które pozostaje ważne, jako lekarstwo zapobiegające, Bóg zapowiada swoją interwencję na końcu czasów, w obiecanym eschatonie, aby ofiarować człowiekowi inne uzdrowienie, tym razem nieomylne. Potwierdza to fakt, że człowiek nie jest powołany do cierpienia i choroby, ale właśnie do zdrowia, we wszystkich swoich wymiarach – jednym słowem do pokoju (shalom).

1.4. Uzdrowienie

Człowiek w chorobie może wyprosić sobie modlitwą. Abraham modlił się do Boga za Abimeleka i jego żonę, aby mogli mieć potomstwo (por. Rdz 20, 17). Mojżesz błagał za Miriam, ukaraną przez Boga trądem. Eliasz i Elizeusz dokonali różnych cudów. Właśnie u nich mamy największą liczbę cudów uzdrowienia: syna wdowy za sprawą Eliasza i syna szunemitki za sprawą Eliezusza, uzdrowienie z trądu Naamana przez Elizeusza. Powód koncentracji takiej liczby cudów u tych proroków wyjaśnia się faktem, że mieli oni pokazać, gdzie znajduje się prawdziwe źródło uzdrowienia, w przeciwieństwie do źródeł fałszywych reprezentowanych przez fałszywych proroków.4 Tylko ci prorocy są uprawnionymi uzdrowicielami, którzy działają w imię Jahwe w odróżnieniu od innych uzdrowicieli swego czasu, którzy działali na własne konto. Jeśli na przykład patrzy się na uzdrowienie Naamana przez Elizeusza (por. 2 Krl 5), to widać, że prorok nie chce uchodzić za cudotwórcę, nie idzie nawet na spotkanie z Naamanem, aby wskazać w ten sposób, że uzdrowienie pochodzi od Boga. Osiąga cel, jakim jest doprowadzenie poganina Naamana do wyznania jedyności Boga Izraela (por. 2 Krl 5, 15.17).

Gdy w Starym Testamencie zostają użyte pojęcia ‘ot i mepet – znaki i cuda, to nie tyle wskazują one na uzdrowienia, co raczej na bezpośrednią interwencję Boga w rzeczywistości człowieka, będąc nastawione na działanie zbawcze w stosunku do niego. Jednym z takich znaków i cudów jest wyjście z Egiptu jako dzieło wyzwolenia. Znakami są plagi egipskie, znaki dla faraona, tym liczniejsze, im większa jest niewiara faraona. Są też znaki dokonywane przez samych wróżbitów egipskich. Znakami są także zapewnienia, jakie Bóg daje Mojżeszowi i Gedeonowi, aby potwierdzić zleconą im misję. Także czyny proroków są znakami, które domagają się interpretacji. Często ‘ot jest używane razem z mepet, by wskazać właśnie wyzwolenie z Egiptu, które stanowi objawienie Boga o sobie samym, o wyborze Izraela i przymierzu, jakie chce z nim zawrzeć.

& 5

Uzdrowienia dokonane przez proroków mają za zadanie bronić jedyności Boga – Boga Izraela. Cud nie zacieśnia się więc do samego uzdrowienia, ale ma szersze znaczenie, które zakłada objawienie się Boga, Boga Izraela, oraz wiarygodność Jego objawienia. Zarówno znaki, jak i cuda domagają się wiary, rozumianej jako zdolność do ich uznania i interpretowania. Tym, co trochę komplikuje sytuację jest to, że także wróżbici egipscy oraz fałszywi prorocy dokonują cudów i znaków. Są one jednak fałszywe, nie dlatego, że nie zachodzą, ale że ich źródłem nie jest Bóg – zamiast zbliżać do Niego, to oddalają od Boga żywego i prawdziwego. Prawdziwym znakiem i prawdziwym cudem jest to, co prowadzi do uwielbienia Boga – i co dowodzi, że interesuje się On światem.

2. Uzdrowienie w Nowym Testamencie
2.1. Rola cudów w Ewangelii

Opowiadania o uzdrowieniach są bardzo liczne przede wszystkim w Ewangeliach synoptycznych; w mniejszym stopniu są obecne w Ewangelii św. Jana.5 Można mówić o ich „centralnym” miejscu, jakie zajmują w posłudze Jezusa.6 Jeśli chodzi o Ewangelie synoptyczne, to cuda pojawiają się przede wszystkim w części poświęconej publicznej działalności Jezusa. Nie pojawią się one w Ewangeliach dziecięctwa u Mateusza i Łukasza. Znaczący jest fakt, że ewangelie apokryficzne starały się uzupełnić ten brak, dołączając do życia Jezusa w Jego dzieciństwie i młodości opowiadania o wielu cudach, jakich miał dokonywać. Także w końcowej części życia Jezusa nie pojawiają się cuda. Jedyny cud dotyczy ucha odciętego słudze najwyższego kapłana, które Jezus uzdrawia swoim dotknięciem. Jest to opowiedziane przez samego Łukasza (por. Łk 22, 50-51). Wszystko to nie jest bez znaczenia – wskazuje, że cuda stanowią ważną część misji Jezusa, ale nie obejmują jej całości. W Ewangelii św. Łukasza Jezus tak odpowiada faryzeuszom, którzy powiadomili Go, że Herod chciał go zlikwidować: „Idźcie i powiedzcie temu lisowi: Oto wyrzucam złe duchy i dokonuję uzdrowień dziś i jutro, a trzeciego dnia będę u kresu” (Łk 13, 32). Nie można więc zanegować faktu cudownej działalności Jezusa, w tym także Jego działalności jako egzorcysty, ale musi być ona wpisana w ramy całego Jego życia, które stanowi w swojej całości historię zbawienie. Trzeba to zawsze mieć na względzie. W tej całości cudotwórcza działalność Jezusa jest etapem ściśle określonym, mającym początek i koniec. Większa część życia Jezusa przebiegła bez żadnego szczególnego cudu.

Łukasz zaczynając swoją Ewangelię stwierdza: „Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono” (Łk 1, 3-4). Jeśli jakieś „nadzwyczajne” fakty miałyby miejsce w życiu Jezusa, to zostałyby wspomniane. Synoptycy przypominają początek publicznej działalności Jezusa w synagodze w Nazarecie, mieście, w którym wzrastał oraz podkreślają, jak Jego rodacy zdumiewają się tym, co Jezus im mówił i jak im mówił oraz tym, że wyrzucał złe duchy. Jeśli byli tak zdumieni, to można w sposób uprawniony założyć, że trzydzieści lat życia Jezusa w Nazarecie, jakie poprzedziły Jego wystąpienie, upłynęło pod znakiem codzienności i normalności, bez żadnego szczególnego znaku. Jednak to nie zmienia podstawowego faktu, że także milczenie Nazaretu jest „słowem Bożym”, to znaczy przekazuje tajemnicę mającą charakter zbawczy.7

& 6

Jeśli chodzi o ewangelistę Jana, to jego Ewangelia przedstawia refleksję teologiczną bardziej rozwiniętą w stosunku do synoptyków. Wspomina on tylko kilka cudów interpretowanych w kategoriach znaku.8 Znajdujemy w jego Ewangelii uzdrowienie ślepego od urodzenia (por. J 9), paralityka przy sadzawce Betesda (por. J 5, 1-18), syna dworzanina (por. J 4, 46-53), a także cud w Kanie Galilejskiej (por. J 2, 1-12), rozmnożenie chleba (por. J 6, 1-15), wskrzeszenie Łazarza (por. J 11). W szczególności w epizodzie uzdrowienia syna dworzanina, temu, kto go prosi o uzdrowienie umierającego syna, Jezus odpowiada z naganą: „Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie” (por. J 5, 48). Trzeba ponadto tu przypomnieć, że ewangelista Jan na początku wspomina, iż Jezus dokonał wielu cudów, dzięki którym ludzie wierzyli w Jego imię (por. J 2, 23), ale dodaje także, iż Jezus „nie zwierzał się im, bo wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku” (J 2, 24-25). Jest to aluzja do faktu, iż wiara, która domaga się tylko cudów jest wiarą niewystarczającą, która nie wystarcza, aby Jezus komuś zaufał. Wiarą, na którą Jan kładzie nacisk w całej Ewangelii, jest pełna otwartość na osobę Jezusa; tylko tego typu bezwarunkowa ufność prowadzi do życia – której ludzie szukają za pośrednictwem cudów – ponieważ Jezus jest życiem. Jezus powie do Tomasza: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20, 29).

Idąc bardziej w głąb, trzeba zauważyć, że Jezus odrzuca taki sposób prowadzenia swojej misji, który miałby opierać się na nadzwyczajnych faktach. Gdy Jezus dokonał cudu rozmnożenia chleba, zdając sobie sprawę, że wielu szukało Go, aby ogłosić Go królem, oddalił się od nich, ukrywając się i uchylając się od tego triumfalistycznego sposobu kontynuowania swojej misji. Na przykład Herod oczekiwał, że będzie mógł cieszyć się spotkaniem z Nim, gdyż „słyszał o Nim i spodziewał się, że zobaczy jakiś znak zdziałany przez Niego” (Łk 23, 8). Z tego punktu widzenia Jezus zawiódł Go, ponieważ na końcu swojej misji Jezus nie pokaże swojej władzy. W chwila Jego męki nie zobaczy żadnego z tych znaków, jakie wyróżniły życie Mojżesza i wyzwolenie narodu z Egiptu. To była dodatkowa racja, dla której został wyszydzony przez przywódców, gdy prosili Go o ostatni wielki znak, aby poświadczył wobec nich synostwo Boże. Ostatni oczywisty znak. Tymczasem Jezus „po prostu” umiera. Znakiem, jaki zaproponuje, aby poświadczyć swoje bycie Mesjaszem, będzie Jego śmierć na krzyżu. Nie cudowny znak, ale Jego wierna miłość doprowadzona aż do końca. Wywyższenie Syna Człowieczego, na którego trzeba patrzeć, by mieć życie – to jest znak mesjański. Z tej samej racji w czasie wydarzeń męki, Jezus nie dokonuje już cudów. Czas znaków zakończył się. Lud będzie miał teraz przed oczami jedyny wymowny znak – znak ofiary na krzyżu. Ten cud daje życie. Jest to cud miłości, która ofiaruje się.9

To wszystko nie zamierza w niczym pomniejszyć ani zanegować znaczenia konkretnego działania zbawczego Jezusa, jakie zostało uwypuklone za pośrednictwem cudów. Potwierdzając je, Ewangelie chcą jednak zachować szerokie wymiary, jakie posiada to działanie. Nie można zredukować go do jednego tylko aspektu, który może być nawet bliski naszej wrażliwości, czy naszej duchowości itd. W Ewangelii są nie tylko cuda, tak jak nie ma tylko codziennego życia w Nazarecie. Nie tylko jest głoszenie Królestwa, tak jak nie tylko jest modlitwa w samotności. Nie ma tylko krzyża, tak jak nie ma tylko zmartwychwstania. Zadziwiająca moc cudów powinna być odczytywana na tle niemocy krzyża. Siła i słabość, życie i śmierć, działanie i jego brak, strach i odwaga idą razem i muszą pozostawać razem, ponieważ żaden aspekt wzięty w sposób wyizolowany, nie jest w stanie wyczerpać wielkości i pełni oraz nieskończoności tajemnicy życia Jezusa, Jego tajemnicy jako Syna człowieczego. Pokusa zredukowanego odczytania i przyjęcia jest niestety stałą pokusą w człowieku – często chce się w ten sposób sprowadzić osobę Jezusa do własnych schematów, do pewnych granic, które pozbawiają Go wymiaru prowokującego i zawartej w Nim siły do nawrócenia. Trzeba pozostawić Ewangelii jej własne horyzonty, jakie ona posiada, nie absolutyzując żadnego aspektu partykularnego, utrzymując niekiedy napięcie pozornej sprzeczności. Innymi słowy – trzeba pozostawić Jezusowi wolność bycia Bogiem, absolutnie transcendentnym i niewyczerpanym. Tylko w ten sposób uniknie się niebezpieczeństwa fundamentalizmu w lekturze Ewangelii, która absolutyzuje elementy partykularne i podnosi je do rangi całej prawdy. Osoba Jezusa zawsze przekracza to, co człowiek może ująć i żaden aspekt nie jest w stanie jej wyczerpać czy powiedzieć o niej wszystkiego.

& 7

1.2. Cuda jako znaki głoszenia Królestwa

Jak zostało powiedziane, cuda należą do okresu publicznej działalności Jezusa – towarzyszą Jego życiu publicznemu. Początek życia publicznego ma miejsce w chwili, w której Jezus po powrocie z czterdziestu dni spędzonych na pustyni, prowadzony przez Ducha Świętego, zaczyna przepowiadać: „Czas się wypełnił i bliskie jest Królestwo Boże” (Mk 1, 15; Mt 3, 2) oraz wzywać do nawrócenia. Pierwszymi czynami Jego publicznej działalności jest powołanie uczniów do współpracy w tym dziele oraz nauczanie. Dzieła, których dokona będą stanowić część tego nauczania przekazanego apostołom, którzy wszędzie za Nim idą i towarzyszą temu wszystkiemu, co On czyni. Jest to jasne przede wszystkim w Ewangelii św. Mateusza, która po rozdziałach poświęconych dziecięctwu przedstawia pierwszą z pięciu wielkich mów, jakie w niej się znajdują, czyli Kazanie na Górze. Do niej będą paralelnie ustawione rozdziały traktujące o dziełach Jezusa. W taki sposób Mateusz przedstawia działanie Jezusa jako złożone z nauczania – didake i z dzieł, które poświadczają to nauczanie. Także dla Ewangelisty Marka cud i nauczanie są paralelne – po pierwszym uzdrowieniu opętanego w synagodze w Kafarnaum na początku Jego misji mówi tekst: „A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: «Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne»” (Mk 1, 27). Zarówno nauczanie, jak i dzieła, w tym przypadku cuda, pochodzą z tego samego źródła, jakim jest władza Chrystusa. Na końcu cytowanej pierwszej mowy z Ewangelii Mateusza, Ewangelista zaznacza: „Tłumy zdumiewały się Jego nauką. Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak ich uczeni w Piśmie” (Mt 7, 28-29. Dalej w tej samej Ewangelii jest podkreślone, że ta władza jest dana przez Jezusa apostołom, aby mogli wyrzucać duchy nieczyste i leczyć choroby. Nie należy więc oddzielać uzdrowień dokonanych przez Jezusa od Jego nauczania – w jednym i drugim przypadku zostaje pokazane, że „przyszło już do was Królestwo Boże” (Łk 11, 20).

Jest to ważny aspekt, ponieważ także w znakach dokonywanych dzisiaj przez Kościół cuda – uzdrowienia – nie powinny być oddzielane od przepowiadania słowa Bożego, od głoszenia Królestwa, od głoszenia zwycięstwa Zmartwychwstałego. Cuda i uzdrowienia potwierdzają w sposób oczywisty głoszoną prawdę. Jest znaczące w tym względzie, że jeden z trzech czasowników używanych na określenie uzdrowienia: ugiaino, w listach pasterskich nabiera nowego znaczenia, wskazując w sensie przenośnym właśnie na nauczanie chrześcijańskie, zdrowe, będące w stanie uzdrawiać, w stosunku i w przeciwieństwie do herezji, które przynoszą choroby i są ich znakiem (por. 1 Tm 1, 10; 6, 3; 2 Tm 4, 3; Tt 1, 9; 2, 1). W Królestwie Bożym, które głosi Jezus, jest obecna cała zbawcza moc Boga, który objawia się w osobie Jezusa, w tym, co On mówi i w tym, co On czyni.

Dwa inne czasowniki używane w opowiadaniach o uzdrowieniach: theapeuo i iaomai – wskazują one nie uzdrowienie w sensie aktu końcowego procesu terapeutycznego, ale właśnie efekt zbawczego aktu Chrystusa. W tym znaczeniu pojawia się iaomai, które wskazuje tylko na cudowne uzdrowienia. Jeśli chodzi o theapeuo, nastąpiło przesunięcie znaczenia, ponieważ w grece klasycznej oznaczało pierwotnie: służyć, a następnie troszczyć się z punktu widzenia medycznego, zaś w Nowym Testamencie oznacza przede wszystkim cudowne uzdrowienie. Czasowniki te są używane zarówno w odniesieniu do uzdrowień o charakterze fizycznym, jak również w odniesieniu do egzorcyzmów. Cuda, których Jezus dokonuje, nie są znakiem zmiany, jakiej dokonuje w naturze, ale wskazują raczej a interwencję Bożą na naturze ludzkiej. Ta interwencja Boża przechodzi przez osobę Jezusa – w tym, czego On dokonuje ma miejsce manifestacja Królestwa Bożego i jego mocy.

& 8

Co oznacza, że cuda ogłaszają panowanie Boga? Ogłaszają Jego moc – ogłaszają, że moc Boga stanowi podstawę i kieruje także siłami naturalnymi, co dla mentalności owego czasu było mniej problematyczne niż dla naszej. Bóg w Starym Testamencie jest wielokrotnie przedstawiany także jako Pan natury: zatrzymuje bieg rzeki, otwiera Morze Czerwone, ucisza wicher. Podkreśla więc egzegeta: „Biblijna tradycja o cudach Bożych świadczy, że chrześcijańska wiara w Boga nie jest panteizmem lub monizmem, które utożsamiają Boga ze światem. Biblijna wiara wie i wyznaje, że Bóg jest Panem i Ojcem, który nie opuszcza świata i człowieka na nim”.10 Ale oprócz tego przyjście Królestwa objawia się jako zwycięstwo Jezusa nad złem, nad grzechem i nad ostatnim z wrogów, to jest śmiercią. Poprzez uzdrowienia ślepych, paralityków, głuchych i przez zwycięstwo nad śmiercią zostaje objawione, że Jezus jest Panem i ma w ręku władzę. Ona manifestuje współczucie Boga w stosunku do ludzi. Współczucie, które jest w stanie przywrócić życie, pod formą wzroku, słuchu lub słowa, które przywraca możliwość chodzenia, używanie ręki, uwolnienie od demonów, a w końcu stanowi dar prawdziwego życia, jak w opowiadaniach o wskrzeszeniu Łazarza (por. J 11), córki Jaira (por. Mk 5, 22-24.35-43), syna wdowy (por. Łk 7, 11-17). Jezus Chrystus jest Panem nie jako król, który pokazuje swoją moc nie przez odwołanie się do posiadanej władzy, ale zapoczątkowując coś nowego w człowieku i w relacji człowieka z Bogiem. Cud ma za zadanie otworzyć oczy człowieka na prawdę Boga, który jest miłosierny, który posłał swojego Syna nie po to, by sądzić świat, ale po to, by go zbawić.

Jest jednak jasne, że cuda mają tylko za zadanie być znakiem, czymś w rodzaju „drogowskazu”,11 pobudzającym do odpowiedzi na pytanie, kim jest ten Jezus, który dokonuje takie znaki. Jest to oczywiste w Ewangeliach, przede wszystkim w Ewangelii Marka, gdzie Jezus nie chce ukazać się tylko jako cudotwórca. W tym znaczeniu należy interpretować problem tak zwanego „sekretu mesjańskiego”. Zachodzi trudność, której sami uczniowie doświadczyli jako pierwsi. Przede wszystkim w pierwszych chwilach życia razem z Jezusem widzieli jak dokonał całej serii cudownych czynów. Piotr doświadczył uzdrowienia swojej teściowej. Widzieli entuzjazm, jaki wzbudza Jezus; widzą tłumy, które zaczynają napływać i zatrzymują się na bezpośrednich potrzebach, związanych ze środowiskiem lokalnym. Nie widzą nic ponad to. Jezus jest dla nich tym, który odpowiada na te bezpośrednie potrzeby. Jest cudotwórcą, a w tym zasadniczo nie różni się od innych cudotwórców, którzy już wtedy krążyli i dokonywali znaków. A Jezus uczy ich, że jest coś więcej niż oni chwytają swoimi oczami. W Ewangeliach, przede wszystkim Mateusza i Marka, jest jasne, że także cuda stanowią część nauczania danego uczniom. Za pośrednictwem cudów są wezwani do wydobycia znaczenia osoby Jezusa jako tego, który posiada moc Bożą, stającą się zbawieniem dostępnym dla wszystkich. Jezus zdaje sobie sprawę, że patrzenie na Niego jak na cudotwórcę doprowadziłoby do zagubienia tajemnicy Jego osoby jako Syna Bożego, który nie przyszedł po to, by dokonywać uzdrowień w sensie ścisłym, ale aby pokazać Boga jako Ojca miłosierdzia, który kocha człowieka. Rzeczywiście, przyjęcie tej Dobrej Nowiny – Ewangelii jest w stanie dokonywać uzdrowień. Przeżywanie tej prawdy stanowi istotę tego Królestwa. Pokaże prawdę tego, dając siebie samego na krzyżu jako Syn Boży. Cuda mogą dać pierwsze głoszenie takiej prawdy, ale mogą także zasłonić tajemnicę osoby Jezusa jako Chrystusa. Dlatego moc cudów musi być widziana zawsze na tle słabości krzyża, jak już wyżej zostało stwierdzone. Dlatego właśnie nadejście Królestwa, które jest potwierdzone i zagwarantowane przez cuda, pozostaje jednak pod znakiem paradoksu, dobrze uwypuklonego w przypowieściach i które stanowi punkt, który należy oczywiście pogłębić.12

& 9

Przypowieści przedstawiają Królestwo, które nie jest przyjęte przez wszystkich. Na przykład ziarno rzucone przez siewcę napotyka różne typy gleby i nie wszystkie są w stanie wydać plon. To prawda, że gleba przyjmująca ziarno wydaje obfite plony, ale łączy się to także z wielką utratą nasienia, które według języka przypowieści wskazuje na słowo Boże. Jest ponadto prawdą, że przyjęte ziarno nosi w sobie moc wzrostu, która rozwija się sama, nawet jeśli rolnik nie wie jak się to dzieje. Czy śpi, czy czuwa, nasienie zaczyna kiełkować i rozwijać się. Gdy jednak zaczyna wzrastać, zdaje sobie sprawę, że wraz z dobrym nasieniem rośnie także chwast, który zdaje się niszczyć całe dzieło. To ziarno jest bardzo małe na początku i pozostaje niezauważone. Nic nie wskazuje na to, że wyrośnie z niego drzewo tak wielkie i silne, że pozwoli zamieszkać w swoich gałęziach także ptakom niebieskim. Rozwój i istnienie Królestwa nie stają się oczywiste dla spojrzenia ludzkiego. Poza metaforą oznacza to, że rozwój Królestwa potrzebuje wielkiej dozy nadziei, ufności, cierpliwości oraz mądrości i zdolności patrzenia poza proste i iluzoryczne ludzkie osiągnięcia.

Także w Ewangeliach w przepowiadaniu Jezusa zawsze jest obecna pewna dialektyka między Królestwem, które już jest – Królestwem, które już jest pośród was – oraz Królestwem, które dopiero się zbliża – Królestwem, które ma jeszcze przyjść.13 Jak działanie uzdrawiające ukazuje i ogłasza istnienie Królestwa, tak również ono znajduje się pod znakiem tego paradoksu; reprezentuje ono tylko początek wędrówki –pielgrzymki, która prowadzi do uznania, że Jezus jest dawcą zbawienia, ale cud tego zbawienia jest tylko głoszony. To oznacza, że do zrealizowania się potrzebuje ono jeszcze czegoś innego, przede wszystkim uczestniczenia w życiu Jezusa wziętym w Jego całości. W tym sensie cud, jeśli nie jest znakiem, może stać się przeszkodą. W Ewangelii Jana Jezus mówi to bardzo jasno do tłumu, który wszędzie Go szuka: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: szukacie mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości” (J 6, 26). Paradoks, o którym była mowa, oznacza ponadto, że realizacja tego Królestwa nie nastąpi w pełni w tym eonie. Królestwo Boże jest rzeczywistością eschatologiczną, która osiągnie swoje wypełnienie dopiero w eschatonie. Cuda jako takie są głoszeniem obecności już działającej, ale zawsze i w każdym wypadku odsyłają do realizacji, która ma jeszcze nastąpić.

Także historyczne działanie Jezusa było pod znakiem tego paradoksu – było działaniem ograniczonym. Przede wszystkim Jezus jako człowiek, a więc uwarunkowany czasem i przestrzenią, nie mógł w czasie swojego życia dosięgnąć wszystkich. On sam mówi to do Piotra, który wraz z innymi szukał Go, uświadamiając Mu, że podczas gdy wszyscy Go szukają, On przebywa na samotności. Jezus stwierdza: „Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem” (Mk 1, 38). Ponadto Jezus nie uzdrowił wszystkich – nie wyrzucił wszystkich demonów.

W czasie Jego ziemskiego życia choroby pozostały, zostali uzdrowieni tylko niektórzy. Królestwo było i działało, ale – można powiedzieć – tylko pod postacią przypowieści. Także cud znajduje się pod tym samym prawem. Prawdziwa realizacja tego, na co cudowne uzdrowienie w życiu człowieka niewątpliwie i konkretnie wskazuje, sytuuje się bardziej „ponad”. Każde uzdrowienie ma za zadanie i za cel utwierdzić nadzieję, kierując wzrok do góry – do pragnienia uzdrowienia człowieka w jego ludzkiej integralności, we wszystkich jego wymiarach. Poszukiwanie cudu ze względu tylko na cud, jako celu samego w sobie, jako końca stanu bólu lub słabości, pozbawiałoby cud jego prawdziwego znaczenia.

& 10

To, co zostało tutaj powiedziane oznacza, że trzeba zwracać uwagę na niezdrowe i nieewangeliczne poszukiwanie cudowności ponad wszystko – cudownego uzdrowienia za wszelką cenę. Taka tendencja oznaczałaby zawężanie postaci i działania Jezusa tylko do jednego wymiaru, i to wymiaru bardzo zawężonego. Wydaje się, że tego elementu nauczania i formacji często brakuje w relacji do dzisiejszej sytuacji, w której cud i uzdrowienia stanowią niewątpliwe przebudzenie wiary i gorliwości w stosunku do wielu chrześcijan i wspólnot chrześcijańskich. Oprócz niebezpieczeństwa, na które została już zwrócona uwaga, redukowanie całego dzieła Jezusa tylko do tego aspektu powoduje, że nie zwraca się uwagi na cud jako nauczanie i na to, co towarzyszy cudowi, to znaczy na pogłębienie przez wiarę znajomości osoby Jezusa i sposobu, w jaki pełni swoją misję. Często zauważa się niestety niebezpieczeństwa wskazane już w Ewangeliach, jakim jest zachłanne poszukiwanie Jezusa, by uczynić z niego „maszynę do robienia cudów”. W ten sposób prawda wiary zostaje wystawiona na niebezpieczeństwo opierania się tylko na zdolności lub nie wywołania cudu – w szczególności cudu uzdrowienia.

1.3 Cuda jako znak chrystologiczny

Królestwo Boże jest obecne w osobie Jezusa i w Jego działaniu. Jezus jest przedstawiany jako ten, kto urzeczywistnia proroctwa, które zapowiadały czas Mesjasza – czas, w którym „przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą (...) chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło wykrzyknie (Iz 35, 5-6). Prorok Izajasz przedstawia tego Mesjasza, który sam mówi o sobie: „Duch Pana Boga nade mną (...) Posłał mnie, abym głosił dobrą nowinę ubogim, bym opatrywał rany serc złamanych, żebym zapowiadał wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę” (Iz 61, 1). Cuda dokonane przez Jezusa stanowią podstawę najstarszego zrozumienia Jego osoby jako oczekiwanego Mesjasza. On sam to stwierdza w odpowiedzi na wątpliwości podniesione przez wysłanników Jana Chrzciciela (por. Łk 7, 22). Jezus jest rzeczywiście tym, który ma przyjść, ponieważ: uzdrawia ślepych i głuchych (por. Mt 9, 27-31; Mk 7, 31-37; 8, 22-26; J 9), paralityków (por. Mt 9, 1-8; Mk 2, 1-12; Łk 5, 17-26), epileptyków (por. Mt 17, 14-21; Mk 9, 14-29; Łk 9, 37-43), kobietę skrzywioną i cierpiącą na krwotok (por. Mt 9, 20.22; Mk 5, 21-34; Łk 8, 49-56; 9, 18.19-23; J 11). W Dziejach Apostolskich zostaje otwarcie stwierdzone: „(Jezusa) posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał wśród was” (Dz 2, 22). Cuda są znakiem troski Boga o człowieka, aby dokonać nowej integracji osoby ludzkiej w jej wymiarze fizycznym i duchowym. Jak plagi egipskie i wyzwolenie z Egiptu były znakami, które potwierdzały obecność i bliskość Boga Izraela w stosunku do Jego ludu, w taki sam sposób cuda dokonywane przez Jezusa potwierdzają najbardziej szczególną bliskość Boga. Moc, z jaką Jezus uzdrawia jest taka sama jak ta, która działała w czasie wędrówki Izraela z Egiptu do Ziemi Obiecanej.

Jednak Jezus poprzez te znaki, a szczególnie poprzez uzdrowienia opętanych (por. Mt 8, 28-34; Mk 5, 1-20; Łk 8, 26-39), stwierdza coś jeszcze bardziej kategorycznego – zaczęła się porażka szatana; skończyła się jego władza, ponieważ ktoś silniejszy odebrał mu zdobycz (por. Mt 12, 29).14 Jezus wyrwał szatanowi ludzkość, którą on po grzechu trzymał w niewoli. Jezus uzdrawia także kategorię osób uważaną przez prawo za nieczystą, to znaczy uzdrawia trędowatych (por. Mt 8, 1-4; Mk 1, 40-45; Łk 5, 12-16). Trąd był uważany za boską karę za grzechy. Uzdrowienie z trądu jest porównane do powstania z martwych, ponieważ życie trędowatego było rodzajem śmierci w stosunku do społeczeństwa. Dlatego wyzwolenie było zarezerwowane tylko Bogu i ludziom przez Niego upoważnionym. W Ewangelii Marka uzdrowienie trędowatego jest dokonane właśnie na początku Jego misji, i zawiera ciekawy wariant obecny w niektórych manuskryptach. Gdy trędowaty zbliża się do Jezusa, prosząc aby go uzdrowił, to czyniąc w ten sposób już przekroczył prawo, które nakazywało oddalenie. Tekst powszechnie przyjęty mówi: „Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go” (Mk 1, 41), natomiast niektóre manuskrypty zawierają wariant: „oburzył się”. Na co Jezus oburzył się? Na trędowatego, który przekroczył prawo? Czy na samo prawo, które odmawiało zbawienia tym osobom, które dotknięte już bolesną chorobą były dodatkowo skazane na los winnych? Sam Jezus w tej chwili przekracza Prawo, dotykając chorego i uzdrawiając go. Jezus może działać tam, gdzie zawiodło Prawo; On jest prawdziwym Zbawicielem; On jest światłem, za którym trzeba iść. Uzdrowienia otwarcie potwierdzają aspiracje mesjańskie Jezusa i Jego zastępowanie Prawa; ukazują Go jako nową drogę, którą trzeba iść.

Jest to oczywiste także u Ewangelisty Mateusza, który sytuuje uzdrowienie trędowatego jako pierwszy cud po Kazaniu na Górze, w którym Jezus jest przedstawiony jako nowy Mojżesz, który daje nowe prawo – błogosławieństwa. Jezus oczyszcza trędowatego, to znaczy przywraca status społeczny i religijny temu, kto był go pozbawiony. Może to uczynić właśnie dlatego, że On sam jest nowym prawem. W tej mowie jak refren powraca zdanie: „Słyszeliście, że powiedziano (...) a Ja wam powiadam”.15 Cuda w tym sensie mają więc wartość chrystologiczną.

& 11

1.4. Dynamis – moc

W wielu streszczeniach redakcyjnych w Ewangeliach znajduje się wskazanie, że Jezus uzdrawiał wszystkich, którzy zbliżali się do Niego, ponieważ wychodziła z Niego moc uzdrawiająca (por. Mt 4, 23.24; 8, 16; Łk 6, 18.19). Żadna choroba nie może oprzeć się tej mocy. Nie chodzi jednak o automatyzm. Cuda są uwarunkowane wiarą – tam, gdzie jej nie ma, Jezus nie może dokonać uzdrowień (por. Mk 6, 5). Czym jest ta moc, która działa w Jezusie i wychodzi z Jego ciała?

W języku biblijnym powiedzieć „moc” oznacza powiedzieć Bóg. W pismach rabinistycznych pojęcie to często jest używane właśnie jako synonim imienia Boga; ślady tego faktu występują także w Ewangeliach, gdy w czasie męki Jezus stwierdza, że od tej chwili zobaczą Syna Człowieczego siedzącego po prawicy Mocy (por. Mt 26, 64; Mk 14, 62; Łk 22, 69, gdzie zostaje dodane „Bożej”). W Ewangeliach ta moc otacza i obejmuje Jezusa od chwili Jego poczęcia w łonie Maryi (por. Łk 1, 35), a po powrocie do Galilei po kuszeniach na pustyni Jezus jest nią napełniany. Ta moc objawia się poprzez słowa i cuda; jest mocą Boga, który działa w Nim; przez nią Bóg Ojciec potwierdza Jego misję jako Syna Bożego (por. Dz 2, 22).

Pojęcie mocy – dynamis jest wprost używane na określenie cudów. Tylko w Ewangelii św. Jana cuda są nazywane znakami (semeion). Oznacza to więc, że uzdrowienia są konsekwencją i efektem działania tej mocy. Teraz Bóg ukazał swoją moc w zmartwychwstaniu Jezusa, a więc moc Jezusa ujawniona w dokonywanych cudach jest mocą samego zmartwychwstania. Potwierdza to częste użycie, w opowiadaniach o uzdrowieniach, czasowników wskazujących na zmartwychwstanie, podniesienie się, przebudzenia się (egeiro, anastasein). Takie czasowniki nie są używane w sensie dosłownym, aby wskazać na właściwe i prawdziwe zmartwychwstanie, ale zawierają do niego aluzję, w taki sposób, że ten, kto czyta Ewangelię jest prowadzony do uwzględnienia tego szerszego znaczenia. Gdy Jezus nakazuje paralitykowi podnieść się, to podniesienie się nie wskazuje tylko na działanie fizyczne, które dokonuje się w tym momencie, ale właśnie czyni aluzję do innego podniesienia się – do podniesienia się z martwych. Uzdrowienie fizyczne staje się w ten sposób głoszeniem ostatecznego daru, jaki Bóg chciał dać ludziom. W czasie ziemskiego życia Jezusa ta moc uzdrowienia przechodzi przez Jego osobę, w konkretnym działaniu, jakiego dokonuje w odniesieniu do określonych osób, których ono dotyczy. Przez swoją śmierć na krzyżu Jezus komunikuje swojemu Kościołowi tę moc z możliwością jej uaktywnienia; zmartwychwstanie staje się darem, który należy do wszystkich ludzi wszystkich epok, ponieważ zmartwychwstanie ożywiło i uobecniło Chrystusa dla ludzi każdej epoki. W ten sposób dynamis jest dana także apostołom, aby byli w stanie poświadczać tę prawdę i aby przez cuda sam Bóg poświadczał ich świadectwo (por. Dz 1, 8).

Nie jest to dar, który posiadają, jakby to oni byli jego źródłem, ale jest to dar, który ma swoje źródło w Chrystusie zmartwychwstałym, działającym w Kościele. Zarówno Piotr, jak i Paweł są tego dobrze świadomi. To w imię Chrystusa dokonują uzdrowień (por. Dz 3, 12; 4, 7); sam Bóg działał przez Pawła (por. Dz 19, 11). W tym sensie moc jest mocą Ducha Świętego, który ożywia i mistycznie uobecnia Chrystusa dla wszystkich ludziach w sakramentach i w Kościele.16

W opowiadaniach o cudach można wyróżnić dwa sposoby, poprzez które Jezus dokonuje cudów: poprzez słowo i poprzez dotknięcie. Ewangeliści wyprowadzają te dwa sposoby z dwóch tradycji: tradycji palestyńskiej, która zawiera się w Ewangelii św. Mateusza, oraz tradycji hellenistycznej, która jest widoczna u Marka i Łukasza.

& 12

1.4.1. Poprzez słowo

Cuda dokonują się poprzez autorytatywny nakaz Jezusa, przede wszystkim gdy wyrzuca duchy nieczyste. U ewangelisty Mateusza jest szczególnie podkreślone, że „słowem wypędził złe duchy i wszystkich chorych uzdrowił” (Mt 8, 16). W ten sposób uzdrawia epileptyka, którego uczniowie nie byli w stanie uzdrowić. Choroba interpretowana w tym wypadku jako efekt działania zła jest uzdrawiana za pośrednictwem nakazu wydanego duchowi nieczystemu, aby opuścił człowieka – i to następuje (por. Mt 17, 14-21; Mk 9, 14-29). Jezus dokonuje uzdrowień na różnych chorych, na przykład na paralityku, któremu nakazuje: „Wstań i chodź!” (Mt 9, 5; por. Mk 2, 11; Łk 5, 24), na człowieku z uschłą ręką, któremu Jezus nakazuje wyciągnąć rękę i ona bezpośrednio zostaje uzdrowiona (por. Mt 12, 9-14; Mk 3, 1-6; Łk 6, 6-11). Jezus uzdrawia opętanego (dwóch w wersji Mateusza), którego posiadł cały legion. Jezus nakaże demonom uciekać i wejść w stado świń, które potem rzuci się w morze (por. Mt 8, 32; Mk 5, 1-20; Łk 8, 26-39). Znajdujemy się tutaj wobec słowa silnego, autorytatywnego, pełnego mocy, które realizuje to, co oznacza. Marek podkreśla szczególnie właśnie ten aspekt, opisując reakcje zdumienia ludzi wobec tej oczywistej mocy słowa: „Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne” (Mk 1, 27). Działa tutaj moc słowa słowa stwórczego. Poprzez to słowo dokonuje się cud.

1.4.2. Poprzez dotyk

W Ewangeliach zostaje wielokrotnie podkreślone, że Jezus zbliża się do chorych i ich dotyka. Na początku swojej misji bierze za rękę teściową Piotra, uzdrawiając ją z gorączki (por. Mt 8, 15; Mk 8, 31; Łk 4, 38-39); dotyka trędowatego, naruszając w ten sposób Prawo (por. Mt 8, 1-4; Mk 1, 40-45; Łk 5, 12-16). Dotyka oczu niewidomego (por. Mt 9, 27-31) lub dotyka palcem i śliną oczu lub uszu głuchego i głuchoniemego (por. Mk 7, 33). U Jana występuje epizod ze ślepym od urodzenia, któremu Jezus nakłada błoto ze śliny, które symbolizuje to, co wychodzi z ust Pana (por. J 9, 6). Czasami uzdrowienie nie jest bezpośrednie – Jezus musi dwukrotnie włożyć palce do oczu zanim niewidomy będzie całkowicie uzdrowiony (por. Mk 8, 23.35). Dotyka ponadto córkę Jaira i zmarłego syna wdowy z Nain, przywracając ich do życia (por. Mk 5, 1-41; Mt 9, 18-19.23; 7, 14). Znaczący jest tekst mówiący o kobiecie cierpiącej na krwotok, która podejmuje inicjatywę dotknięcia Jezusa lub przynajmniej frędzli Jego płaszcza. W szczególności w opowiadaniu Marka podkreśla się, że tłum ciśnie się do Jezusa ze wszystkich stron, ale on zauważywszy, że moc wyszła z Niego, pyta kto Go dotknął, wywołując zdumienie uczniów, którzy ironicznie odpowiadają, że wszyscy Go dotykają (por. Mk 5, 21-34). Poprzez dotyk jest udzielana moc, która okazuje się mocą uzdrawiającą. Nie chodzi jednak o energię magnetyczną, jak mogłoby się banalnie wydawać. Jezus nie jest energoterapeutą, który kładzie swoje ręce na osobie i fluid przechodzi z jednego na drugiego. Niektórzy egzegeci wykazali możliwe kontakty z elementami magii, których także Ewangelie – powstałe w określonym kontekście, w którym magia stanowiła część życia ludzkiego – nie są pozbawione.17

Jednak dalszy ciąg perykopy pozwala zrozumieć, że jesteśmy wobec perykopy objawiającej. Rzeczywiście, kiedy kobieta zostaje przywołana przed Jezusa, doświadcza strachu, który w Biblii jest klasyczną cechą charakterystyczną opowiadań teofanijnych. Kobieta była w stanie przyciągnąć tę moc, ponieważ znajdowała się wobec Jezusa jako Kogoś, kto pochodzi od Boga. Dynamis jest przekazywana przez kontakt, ale nie kontakt zwyczajny. Kobieta dotyka płaszcza z tego powodu, że jest to płaszcz Jezusa, przekonana, że mając wiarę i czyniąc to zostanie uzdrowiona. Cały tłum, który ciśnie się do Niego, a więc dotyka Go ze wszystkich stron nie otrzymuje żadnego uzdrowienia – tylko kobieta. Moc Boża, jaką otrzymuje, jest mocą zmartwychwstania, która nie tylko ją uzdrawia, ale także zbawia. Gdy stwierdza: „Żebym choć dotknęła Jego płaszcza, a będę zdrowa” (Mk 5, 28), zostaje użyty czasownik „zbawić” i zostaje użyte w stronie biernej, zarówno w wersji Marka, jak i w wersji Mateusza (por. Mt 9, 22). Oznacza to, że nie ona sama daje sobie uzdrowienie na mocy faktu, że dotyka płaszcza Jezusa, ale jej wiara spowodowała w niej otwarcie, aby ta moc zbawcza weszła w nią i dokonała cudu uzdrowienia. Wszystko to podkreśla także, jak w Jezusie ta moc zmartwychwstania jest ciągle zwrócona do człowieka, w ciągłym oczekiwaniu i dyspozycji. Ta dynamis, która w ten sposób wychodzi z Jezusa objawia zstępowanie ciągle zwrócone do człowieka, ciągle w poszukiwaniu i w oczekiwaniu człowieka. Ostatecznie nie była to inicjatywa kobiety, tak jak nie do człowieka należy pierwszy krok. Nic nie jest mniej magiczne niż uznanie, że nie człowiek swoimi praktykami przyciąga do siebie uzdrowienie, ale miłość i inicjatywa zbawienia ze strony Boga dają człowiekowi taką możliwość.

& 13

1.5. Wiara

Cud uzdrowienia kobiety cierpiącej na krwotok, podobnie jak każdy inny cud, prowadzi do kwestii wiary. W swojej refleksji nad cudami Jezusa ks. Józef Kudasiewicz słusznie stwierdza: „Cud (...) w ujęciu biblijnym jest rzeczywistością dwuaspektową i jakby dwukierunkową: z jednej strony zakłada działanie Boga, z drugiej zaś suponuje postawę wiary człowieka; tylko w kontekście wiary można uchwycić sens tego, co Bóg mówi przez swoje znaki”.18 Kwestia wiary w cudzie jest tak podstawowa, że w niektórych przypadkach wobec wielkiej wiary nie jest nawet konieczne, aby Jezus cokolwiek mówił czy nakazywał. Wydaje się, że cud zachodzi w ramach dialogu między Jezusem i osobą naznaczoną chorobą. Jest szczególnie ważny ten element dialogu, który jest obecny we wszystkich opowiadaniach o uzdrowieniach, z wyjątkiem oczywiście streszczeń redakcyjnych. Jezus zawsze prowadzi do rozumienia, że w żadnym przypadku nie należy rozumieć cudu w sensie rzeczowym, ani ze strony tego, kto go oczekuje, ani ze strony Jezusa, który go udziela. Następuje zawsze w ramach relacji, jaka zachodzi między osobami. W ten sposób trzeba rozumieć wiarę konieczną do cudu i która zawsze go poprzedza, nie w tym sensie, że zależy od wiary, ale jest udzielany osobie – jest spojrzeniem utrwalonym i otwartym na osobę Jezusa. Wiara ufa, że to, co pochodzi od Jezusa, w każdym przypadku będzie dobre. Wiara tego typu dystansuje się od myślenia o przedmiocie pożądanym, czyli uzdrowieniu, ale otwiera się na osobę Jezusa i na Jego inicjatywę.

Tak dzieje się w przypadku sługi setnika w Kafarnaum, który wobec Jezusa stwierdza z wiarą: „Powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: «Idź», a idzie; a drugiemu: «Chodź tu» – a przychodzi” (Mt 8, 8-9). Nie jest konieczne, aby Jezus powiedział choć jedno słowo, taki podziw budzi w nim wiara setnika, rozumiana jako intuicja wobec mocy słowa Jezusa. Sam Jezus potwierdza moc takiej wiary: „Idź, niech ci się stanie, jak uwierzyłeś” (Mt 8, 13). Wiara jest tutaj rozumiana jako otwartość na osobę Jezusa jako Zbawiciela.

O taką wiarę trzeba prosić jako o dar; zostaje to uwypuklone w perykopie o uzdrowieniu epileptyka (por. Mk 9, 14-29; Mt 17, 14-21; Łk 9, 37-43). Jezus dąży do wzbudzenia takiej wiary; do takiej wiary chce doprowadzić poprzez dialog z ojcem chłopca, który przytacza tylko wersja Marka. Wobec niemożności uzdrowienia przez uczniów, Jezus nawiązuje dialog z ojcem, który czując się pytany i w jakiś sposób zrozumiany przez Niego, dochodzi do sformułowania prośby: „Lecz jeśli coś możesz, zlituj się nad nami i pomóż nam” (Mk 9, 23). Można wyczuć jakąś nutę niedowiarstwa, właśnie przez fakt, że znalazł się wobec niepowodzenia uczniów. Wiara, którą wykazuje ten ojciec, okazuje się jeszcze ograniczona i zawężona, a Jezus chce prowadzić go dalej, do uznania, że „wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy” (Mk 9, 23). Ojciec zdaje sobie sprawę, że on sam z siebie nie ma tej wiary, że w nim współżyje zarys wiary oraz niewiary i dlatego otwiera się na modlitwę: „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu”. Jest to krzyk, który pokazuje pragnienie uwierzenia – ukryte pragnienie, które znajduje się w głębi serca ludzkiego. Wiara znajduje moc nie w sobie samej, w swojej zdolności do podjęcia wysiłku i decyzji, ale w Jezusie i w Jego mocy, w Jezusie i w Jego nieograniczonej ufności w stosunku do Ojca, opartej na poznaniu i relacji istniejącej między Nimi. Wiara w człowieku obejmuje także paradoksalnie uznanie własnej niewiary i skierowanie się do tego, kto natomiast nie ma w sobie żadnego śladu niewiary. Tylko Jezus ma taką wiarę w sensie nieograniczonej ufności w stosunku do Ojca.

My, także my wierzący, nosimy w sobie część niewierności. Otwartość na tę prawdę umożliwia taką modlitwę, która byłaby skuteczna. Sama modlitwa, która jest w stanie wyrzucać demony jest modlitwą świadomości naszej niemocy – wierzę, zaradź memu niedowiarstwu. Wdaje się to sprzecznością: wierzę i równocześnie proszę o pomoc w niedowiarstwie. Ale jest to konieczny punkt wyjścia, by nie opierać się na własnych siłach, ale otworzyć się na osobę Jezusa Chrystusa.

 


1 Por. E. Haag, Sens cierpienia w Starym Testamencie, Communio 9 (1989) nr 2, s. 3-16.

2 Por. J. Paściak, Izajasz wieszczem Chrystusa, Katowice 1987, s. 83-142; M. Bednarz, Jezus sługą Pańskim w Nowym Testamencie, Tarnów 2001, s. 27-66.

3 Por. H.W. Wolff, Antropologia dell’Antico Testamento, Brescia 19933, s. 186-193.

4 Słownik wiedzy biblijnej, s. 508-509.

5 Całościowe opracowanie na temat cudów w misji Jezusa, por. T. Hergesel, Jezus cudotwórca, Katowice 1987. Por. także: J. Twardy, Cuda Jezusa we współczesnym przepowiadaniu, w: Biblia w nauczaniu chrześcijańskim, red. J. Kudasiewicz, Lublin 1991, s. 285-354.

6 Por. G. Angelini, Lettera viva. I vangeli e la presenza di Gesu, Milano 1997, s. 77.

7 Por. Ch. Schönborn, Bóg zesłał Syna swego. Chrystologia, tłum. L. Balter, Poznań 2002, s. 247-250.

8 Por. T. Hergesel, Jezus cudotwórca, s. 231-233.

9 Por. S. Dianich, Il Messia sconfitto. L’enigma della morte di Gesu, Casale Monferrato 1997.

10 K. H. Schelkle, Teologia Nowego Testamentu, T. 2: Bóg był w Chrystusie, tłum. M. L. Dylewski, Kraków 1984, s. 95.

11 Por. E. Charpentier, Czytając Nowy Testament, tłum. J. A. Zalechowska, Włocławek 1992, s. 88.

12 Por. A. Jankowski, Królestwo Boże w przypowieściach, Kraków 19973.

13 Por. A. Jankowski, Rok liturgiczny w świetle Biblii, Kraków 1993, s. 11-14.

14 Por. B. Forte, Chrystus – Zwycięzca szatana, w: Teologia o szatanie, red. K. Góźdź, Lublin 2000, s. 161-180.

15 Por. J. Gnilka, Jezus z Nazaretu. Orędzie i dzieje, tłum. J. Zychowicz, Kraków 1997, s. 256-272.

16 Por. M. M. Beck, Kirche und Herrschaft Gottes. Standort und Aufgaben, Salzburg – München 19722.

17 Nie oznacza to, że  można Jezusa sprowadzić do jednego z magów ówczesnych czasów – por. M. Smith, Jesus the Magician. A renowned historian reveals how Jesus was viewed by people of his time, New York, Hegerstown, San Francisco, London 1978.

18 J. Kudasiewicz, Ewangelie synoptyczne dzisiaj, Warszawa 1986, s. 119-120.